Blogger news

wkrotce

About

wkrótce

Ads 468x60px

czwartek, 20 grudnia 2012

Mini haul eyelinerowy essence + catrice

Jeden z moich problemów polega na tym, że jak już robię zakupy, to nigdy nie mogę poprzestać na jednej rzeczy. O ile jeszcze z ubraniami jestem w stanie się ograniczyć, to jeśli chodzi o kosmetyki lubię kupić 2  a najchętniej 3 takie same lub podobne.

W ostatnich dniach natchnęło mnie i i kupiłam czarny żelowy eyeliner essence 01 Midnight in Paris oraz pędzelek do niego również tej firmy, ponieważ na wielu blogach czytałam pochlebne opinie. Między innymi żelowe eyelinery są wskazane, jesli ktoś ma zmarszczki na powiekach. Pomagają je ukryć. Razem z tymi zakupami chwyciłam pomadkę The Twightlight Braeking Dawn 01 a piece of forever i nie jestem zadowolona. Tester na dłoni obiecywał piękną złotą poświatę, jednak w rzeczywistości, na ustach nie widać za bardzo tego koloru. Można stosować by pogłębić kolor innej pomadki (ja np dodaję do moich pomarańczowych szminek) albo samą, w ramach naturalnego make up no make up. Ale te rozwiązania wymyśliłam tak tylko w ramach pocieszenia, żeby jakoś przeboleć fakt, że w rzeczywistości ta pomadka nie robi nic.

Dzisiaj intuicja wepchnęła mnie w progi drogerii Natura na ul. Starowiślnej w Krakowie. Lubię ten sklep, bo zawsze mają pełno przecenionych kosmetyków. Udało mi się kupić o 1/3 taniej kolejne żelowe eyelinery, tym razem w mniej popularnych kolorach - starym złocie i brązie. Dałam za nie tylko 8 zł podczas gdy regularne ceny to 12zł (essence) i 16zł (catrice). Niestety, po przyjściu do domu okazało się, że ktoś już maczał w nich paluchy. Taki jest urok grzebania po przecenach. Zdarłam całą wierzchnią warstwę, zdezynfekowałam płynem do demakijażu i mam nadzieję, że to wystarczy.

Na zdjęciu widzicie też próbkę kremu i żelu do mycia twarzy Aqua Effect Nivea, którą znalazłam w darmowej gazetce Natury. Nie, żebym jakoś się bardzo ucieszyła z niej, ale skoro dostałam, to też zrobiłam jej zdjęcie. Ponadto w Naturze była fajna przecena na cienie i błyszczyki Kobo (mniej więcej o 50%)

Poniżej swatche, od lewej
essence 02 London Baby
catrice 040 Sherlock & Khaki Holmes



O czarnym nie piszę, bo widziałam go już na tylu blogach, że mi się nie chce :)

Moje kreski są dalekie od ideału, ale dopiero zaczęłam się uczyć jak je robić. Czarna jest dla mnie za mocna na codzień, ale te brązowe planuję nosić jak najczęściej. Właśnie pracuję nad zdjęciem, bo mam kiepski aparat, ale jak zrobię, to wrzucę.
.



środa, 19 grudnia 2012

Peeling i maska Blue Lagoon Exclusive Line Farmona

Dzisiaj chciałabym podzielić się uwagami na temat żelowego peelingu odnajwiającego oraz występującej z nim w duecie żelowej maseczki nawilżającej. Należą do serii Blue Lagoon Exclusive Line 25+ wyprodukowanej przez Farmone i jak nazwa wskazuje, ich celem jest rewitalizacja skóry oraz opóźnienie procesów starzenia.


Blue Lagoon Exclusive Line 25

+ Ekskluzywna żelowy peeling odnawiający 

+ Ekskluzywna żelowa maska nawilżająca 

2x7ml

Obietnice producenta:

Ekskluzywna kremowa maska nawilżająca do twarzy, szyi i dekoltu Regularne stosowanie maseczki intensywne i głęboko nawilża skórę, doskonale wygładza i zapobiega powstawaniu zmarszczek oraz poprawia koloryt skóry. Dodatkowo łagodzi wszelkie podrażnienia i likwiduje uczucie nieprzyjemnego napięcia skóry, nadając jej jedwabistą gładkość i zdrowy, promienny wygląd. Delikatny zapach maseczki zwiększa przyjemność stosowania. Ekskluzywny żelowy peeling odnawiający do twarzy, szyi i dekoltu Unikalna, bogata formuła oparta na bazie naturalnych składników aktywnych poprawia kondycję skóry i pozwala na dłużej zachować piękny, młody wygląd. Regularne stosowanie peelingu doskonale wygładza powierzchnię skóry, poprawia jej wygląd i przyspiesza regenerację. Skóra nabiera jednolitego, zdrowego kolorytu, jest odświeżona i dotleniona, odpowiednio przygotowana do wchłaniania substancji aktywnych.

Skład:

Ekskluzywny żelowy peeling odnawiający do twarzy, szyi i dekoltu
Aqua, Propylene Glycol, Polyethylene, Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate, Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Glycerin, Algae Extract, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithmum Maritimum Extract, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Ethylhexylglycerin, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexane Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, CI 42090.

Ekskluzywna kremowa maska nawilżająca do twarzy, szyi i dekoltu
Aqua, Isopropyl Palmitate, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Glycerin, Polysorbate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Caprylic/Capric Triglyceride, Helianthus Annuus Seed Oil, Cyclomethicone, PPG-15 Stearyl Ether, Propylene Glycol, Hydrolyzed Algae Extract, Algae Extract, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithum Moritimum Extract, Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract, panthenol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butyrospermum Parkii, Caviar Extract, Tocopheryl Acetate, Parfum, Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer,  Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexane Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, CI 42090.

Moja opinia:

Opakowania są wydajne, mnie wystarczyły na 3 użycia.Osobiście unikam zbyt mocnych peelingów, żeby nie podrażniać mojej cery, jednak ten produkt ma drobne drobinki, które są przyjemne w masażu i nie powodują pękania naczynek. Zapach jest odświeżająco morski z nutami solnymi.

Maseczkę nałożyłam inaczej niż radził producent - nie na 15 minut ale na całą noc, zamiast kremu. Mimo tak długiego stosowania skóra zniosła to bardzo dobrze, nie pojawiły się żadne przykre niespodzianki. Ponadto zanotowałam ważną dla mnie rzecz - bardzo poprawił się koloryt skóry, była zaróżowiona w zdrowy, promienny sposób. Ale nie mam pewności, że taki sam efekt zostałby osiągnięty gdyby zgodnie z zaleceniami producenta maseczka została zmyta po 15 minutach, a trzymanie jej przez kilka godzin może być ryzykowne.

Zalety:
- nie podrażnia
- dobrze się nakłada i dobrze zmywa
- peeling złuszcza ale nie podrażnia
- ujędrnia i poprawia koloryt
- napina i wygładza

Wady:
- maseczka wydaje się być za słaba podczas 15 minut

wtorek, 18 grudnia 2012

Notka zborcza o rozdaniach w których biorę udział

Uwaga, zdaje się że robię to pierwszy raz :) I wymyśliłam, ze raz w tygodniu bedę umieszczała notkę zbiorczą na temat tego co i gdzie.

1.

Śliwki robaczywki, zdaje się, że to sklep internetowy. Nieraz trafiają się bardzo dobre ekologiczne produkty do testowania
http://sliwkirobaczywki.blogspot.com/2012/12/ostatnie-produkty-do-testowania-w-tym.html 

Ja wybrałam olej centella i olej z czarnego kminku. Może mi się poszczęści.







2. Rozdanie u kosmetyka smykusmyka
 http://scianymajauszy.blogspot.com/2013/03/impossibru-to-juz-rok-z-wami.html

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Neril - rewitalizujący tonik do włosów wypadających

hej Dziewczyny !
Nie było mnie jakiś czas, bo zamęt w pracy i tygodniowy wyjazd na szkolenie zaprzątnęły mi głowę. Tym bardziej mi miło, że ktoś na bloga zaglądał. Już wracam, dzisiaj chciałabym pokazać wam kultowy apteczny tonik Neril firmy Garnier, który okazał się rewelacyjny w walce z wypadającymi włosami.



Włosy zawsze miałam gęste ale też zawsze mnóóóstwo ich wypadało;. Dzieki temu tonikowi wreszcie nie wyrywam codzień garści, tylko maksymalnie 10 przy czesaniu i myciu. To dla mnie olbrzymi sukces.


Kupiłam go dawno, ale po przeczytaniu w recenzjach że wzmaga wypadanie włosów bałam się go używać. Ostatecznie w końcu się zdecydowałam, i ku mojemu zdziwieniu, włosy nie wypadały bardziej niż zwykle, a po miesiącu stosowania wypadało ich znacznie mniej! Ma wiele zalet, najpierw jednak przedstawie wady:

- nieporęczne opakowanie, brak atomizera, szklana butelka która łatwo może się stłuc. Jest ciężka, nie nadaje się na wyjazd. Codzienne wmasowanie toniku zajmuje około 10 minut.
- okropny zapach alkoholu i chemii / ziół.
- na początku może zwiększyć wypadanie włosów, jednak należy być systematycznym, by osiągnąć efekt. Potem można stosować co 2 – 3 dzień
- nie sprawdzi się w przypadku łysienia spowodowanego zaburzeniami hormonalnymi lub genami

Zalety:
- wydajny – butelka starcza na miesiąc codziennego stosowania
- poprawia krązenie, usuwa łupież, przynosi ulgę swędzącej skórze
- przyśpiesza porost włosów, pojawiają się baby hair,
- szybko działa, pierwsze efekty po 2 tygodniach
- zmniejsza wypadanie
- włosy trochę szybciej się przetłuszczają, ale ja akurat mam suche i mi to nie przeszkadza. Za to po wtarciu w skórę głowy włosy zostają uniesione u nasady, bardzo lubię ten efekt, bo wychodzi naturalnie, bez użycia lakierów i pianek
- włosy stają się grubsze i silniejsze, zwłaszcza te, które odrastają jako nowe


Aplikacja – albo na dłoń
Albo nasączyć wacik kosmetyczny i nim przecierać. Zwłaszcza na czubku głowy tak robię, bo mam trudność by się tam dostać.

Moja skóra głowy była tak wrażliwa, że np wmasowanie olejów lub żółtka z cytryną tylko nasilało łojotok. Niewiele jest kosmetyków, które są przez nią tolerowane, ale ten tonik właśnie do nich należy.

Zmniejszył u mnie wypadanie o 30 % - traciłam po 30 włosów podczas czesania, teraz ledwo 10 i naprawdę zadowala mnie ten wynik.

Znacie ten produkt? A może same możecie coś polecić?


czwartek, 29 listopada 2012

Lakier Borghese B220 Aurora Sunset - świetna jakość w super cenie :)



Lakier dostałam jako gratis do zamówienia w sklepie Paatal. Bardzo jestem z tego zadowolona. Lakier, mimo że w ofercie tego sklepu i tak jest wyjątkowo tani (2,5 zł) nalezy do wyższej pólki cenowej. Cena regularna to 40 zł, chociaż na allegro można dostać za 10 zł.

Obietnice producenta:

Lakier w wielu modnych kolorach. Długotrwały kolor i mocne krycie. Bez toluenu i formaldehydu. Nie testowany na zwierzętach. 11,8 ml.

Wśród lakierów do paznokci Borghese możemy wybierać lakiery o trzech rodzajach wykończenia: Sheer, Creme i Frost.

Kolor, który testowa[g1] łam to: B220 Aurora Sunset (Frost)
Jest to pomarańcz z subtelnym złocistym wykończeniem.

Moje opinie:

- świetnie wyprofilowany pędzelek, krótki, płaski, gruby, syntetyczny, elastyczny – podobny do pędzli OPI
- bardzo przyjemna szklana buteleczka, aż miło trzymać w dłoni
- dobrze się nakłada i rozprowadza, nie smuży
- nie odpryskuje, trzyma się do tygodnia
- ładny kryjący kolor,
- schnie w normie, nie dłużej niż inne lakiery
-  konsystencja odpowiedniej gęstości
- długo utrzymuje świeżość, nie gęstnieje mimo upływu czasu
- nie barwi płytki
- zapach słabo wyczuwalny

Testowane z bazą.

Kolor jest kryjący, nasycony, daje wrażenie nasycenia mimo szklistego połysku. Wolę używać go na paznokcie u stóp, bo delikatny brokat, mimo swoich hipnotyzujących właściwości, po jakimś czasie rozprasza i nudzi. Za to do letnich sandałków ten kolor jest świetny! Na stopach bardzo dobrze się trzyma, nawet tydzień bez poprawek. Jeśli zaczyna schodzić, to tylko z  czubków, nie odpryskuje.



Wady:
- hmm, może to, że pojedyńcza warstwa ma mdły i nieapetyczny kolor cienkiego barszczu z torebki.. Na zdjęciu zaznaczyłam paznokieć pomalowany tylko jedną warstwą, więc same możecie zobaczyć...
- Opakowanie jest nietrwałe, czytałam u innych dziewczyn, że szyjka może się uszczerbić.
- Pędzelek jest za krótki i nie można wydobyć całego lakieru z dna buteleczki


środa, 28 listopada 2012

Czym ujarzmiam moje włosy?

Po pewnej nieobecności postanowiłam wrócić do blogowania :)
Mam długie, gęste, suche włosy, które uwielbiają wypadać. Poza tym nie mają fochów, nie łamią się ani nie rozdwajają, mimo że dopiero od niedawna dbam o nie trochę bardziej. Największym problemem było do tej pory rozczesywanie. Jednak z pomocą paru pomocników udało się ten problem ogarnąć. Oto oni,


Kolejno:

1. Odżywka do włosów Hegron - Różowa do spłukiwania, fioletowa bez. Obydwie jednak stosuję tak samo - do codziennego mycia i rzadziej, jako odżywkę.
2. Szampon Barwa brzozowy - do włosów suchych - za zawrotną sumę 4 zł dostajemy świetny produkt bez silikonów, po którym włosy rzeczywiście żyją! i nabierają koloru
3.  Szampon dla dzieci Babydream - o dziwo, mimo negatywnych opinii pisanych przez dziewczyny na wizażu, mnie on pasuje. Włoski dają się łatwo rozczesać i są miękkie, a na tym najbardziej mi zależy
4. Mgiełka wzmacniająca Radical - na początku byłam na nią zła, dopiero po jakimś czasie odkryłam, że nie ma lepszego psikacza do rozczesywania! Natomiast w inne wartości za bardzo nie wnikam. Pamiętam, że seria radical swego czasu podrażniła mi skalp i wysuszyła znacznie włosy. Ale to było dawno, teraz tego nie stosuję na skalp, zmieniłam pielęgnację włosów, i są rzeczywiście wzmocnione - lśniące, gładkie, sprężyste. Myślę, że mgiełka którą już stosuję ponad rok na pewno ma w tym swój udział. Produkt ponadto jest dosyć wydajny.
5. Tangle Tweezer wersja kompaktowa - na początku nie byłam przekonana... Potem  okazało się, że to rzeczywiście dobra szczotka..! z paroma ograniczeniami, np prawdziwych kołtunów nie pokona, a te robią mi się prawie zawsze jeśli nie splotę włosów na noc.. Świetnie rozczesuje włosy na czubku głowy i na karku, kiedy mogę mocno nacisnąć bo skóra głowy stawia opór. Ale na samych końcówkach już nie daje rady, szczotka ślizga się tylko po powierzchni. Tu trzeba przyrządu do zadań specjalnych...
6. Szczotka z Rossmana za 3 zł! Początkowo kupiona w celu "wyszczotkowania" cellulitu, w której to dziedzinie wielce się zasłżyła.. Jednak jak widać drobny ten przyrząd skrywa w sobie wiele tajemnic... Kiedy na moich końcówkach nic nie pomoże, tylko ta szczotka może jeszcze coś wskurać..


A Wy macie jakieś "narzędzia do zadań specjalnych" ..?

sobota, 10 listopada 2012

Herbatka na listopad 4 Moments Relax z Lidla

Kiedy siedzę w domu przy komputerze i usiłuję coś napisać, zawsze muszę mieć przy sobie hektolitry herbaty. Mam wrażenie, że  odstresowuję się przez picie herbety, głównie zaś przez to, że trzymam w ręce ciepły kubek, który ładnie pachnie, a czasem też nieźle smakuje. Zapach jest bardzo ważny. Moimi ulubionymi herbatami ze względu na ich działanie na psychikę są pu - erh i rooibos. Ale czasem szukam czegoś nowego, np mieszanek.
4 Moments Relax Zielony Rooibos + L-Teanina z Lidla


W  Tesco znalzłam taką herbatkę, w zabawnym słodkim opakowaniu. Mój żołądek nerwowo reaguje na obecność hibiscusa w składzie, który jest dodawany praktycznie do każdej herbaty z dodatkiem owoców, ale na szczeście jedna z herbatek 4 Moments nie ma go w składzie. Właśnie z tego powodu wybrałam herbatkę tej serii o nazwie Relax.

Skład:
liście czerwonokrzewu rooibos zielony 65 %
chmiel
aromaty
koszyczek rmianku 8%
owoc mango
L-teanina 2%
kwiat lawendy suszony 1%

Herbatka ma fajny zapach i lekko waniliowy aromat.
Macie jakieś ulubione herbatki na jesień i zimę?

piątek, 9 listopada 2012

Czy balsam Burt's Bees Wax jest toksyczny?



Dzisiaj chciałabym przedstawić kultowy

 balsam do ust Burt’s Bees

Ma on wiele zalet, ale koniecznie trzeba dawkować jego stosowanie, aby nie przesadzić. To zła wieść dla licznych jego zwolenniczek, ale o tym na końcu. Najpierw 

+Zalety:


+ Piękne staromodne metalowe pudełko. U mnie na zdjęciu widać, że już nieco sfatygowane i farba schodzi w paru miejscach.

+ Nawilża i wygładza.

+ Bardzo pięknie szczypie usta, sprawia że stają się okrąglejsze, czerwieńsze, bardziej pełne.

+Bardzo dobry jako baza pod pomadkę – nie jest tłusty, więc pomadka ładnie się utrzymuje na ustach powiększonych w naturalny sposób…

Burt's Bees Beeswax Lip Balm


+Bardzo dobry skład -  naturalne produkty:


Coconut oil – olejek kokosowy
Cera alba, - wosk pszczeli
sweet almond oil – olejek ze słodkich migdałów
peppermint oil – olejek miętowy
tocopheryl acetate & tocopheryl – wit. E
lanolin – lanolina, mój ulubiony produkt pielęgnacyjny, pozyskiwany z owczej wełny.
symphythum officinale root extract – żywokost lekarski, ekstrakt z korzenia
rosemary officinale leaf extractekstrakt z liści rozmarynu

Burt's Bees Beeswax Lip Balm

Wszystko pięknie. Jest jednak jedno, poważne ALE. A mianowicie

Wyciąg z żywokostu lekarskiego


Jest on od lat znany w medycynie ludowej i stosowany między innymi ze względu na zdolność gojenia ran i błon śluzowych. Jednak w niedawnych latach odkryto w nim obecność trujących alkaloidów pirolizydynowych, co znacznie zrewidowało opinie o jego dobroczynnym działaniu.  Substancje te są wysoce toksyczne, mogą uszkodzić wątrobę a nawet spowodować śmierć.


Długotrwałe ich podawanie powoduje stopniowe i początkowo nieuchwytne uszkodzenie miąższu wątroby, objawiające się powiększeniem jego komórek, ogniskowymi zwłóknieniami, przerostem tkanki w przewodach żółciowych i wreszcie marskością wątroby. Uszkodzona wątroba staje się podatna na różne inne czynniki mutagenne i dość często reaguje wytworzeniem raka wątroby. Również w płucach tworzą się analogiczne uszkodzenia, których konsekwencją może być pojawienie się w obrębie zrazików płatów płucnych zmian nowotworowych, zwykle gruczolaka.

 W wyniku tego w wielu krajach, m.in. w Polsce, wprowadzono całkowity zakaz stosowania tej rośliny w celach leczniczych. W US oraz krajach zachodnich Europy zabroniono produktów doustnych, które go zawierają, jednak wciąż dopuszczany jest do użytku zewnętrznego, ponieważ jeszcze nie zostało rozstrzygnięte na ile toksyczne substancje zawarte w żywokoście mogą przedostać sie przez skórę do organizmu.

Korzeń żywokostu 


Jest najbardziej ze wszystkich części rośliny bogaty w składniki odżywcze i tradycyjnie to on był najchętniej wykorzystywany w medycynie ludowej. Niestety, jednocześnie ma też najwięcej trujących substancji - aż 16 razy więcej niz liście! Obawiam się też, że w składzie balsamu Burts Bees jest właśnie ekstrakt z korzenia – w każdym razie  takie dane widnieją na moim opakowaniu. W nowszej wersji nie została wyszczególniona część rośliny, której użyto – ciekawe dlaczego.. ? Czyżby producent próbował coś ukryć ..?
Symphytum officinale - zywokost lekarski

Środki ostrożności 

Jeżeli to Was nie zniechęciło i w dalszym ciągu chcecie używać balsamów z żywokostem, toproszę,  pamiętajcie o niezbędnych środkach ostrożności:

-         Uważajcie, by nie przedostał się do krwi.
-         Nigdy nie stosować na otwarte rany.
-         Nie używać  dłużej niż 10 dni pod rząd.
-         I nie dłużej niz 4 – 6 tygodni w ciągu roku.
-         Nie stosować, jeśli ma się raka, choroby wątroby lub nadużywa alkoholu. 
-         Należy skonsultować z lekarzem możliwe interakcje, jeśli bierze się leki na receptę, zwłaszcza te obciążające wątrobę
-    Nie mogą stosować go dzieci, osoby starsze, kobiety w ciąży oraz karmiące.





czwartek, 8 listopada 2012

Nominacja do Liebster blog :)

Dzisiaj otrzymałam nominację do Liebster Blog. Nie da się ukryć, bardzo mnie to ucieszyło, bo jest to moja pierwsza nominacja odkąd prowadzę tego bloga. Tym niemniej bardzo dziękuję Recenzje Kosmetyków  http://kosmetyczka-recenzji.blogspot.com/2012/11/liebster-blog.html przez którą zostałam wciągnięta do tej zabawy : ) 

 Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

Odpowiedzi na pytania z bloga Recenzje Kosmetyków: 


1. Owoc czy czekolada ? Owoc
2. Nowa bluzka czy nowy tusz do rzęs ?  Tusz
3. Ulubiona piosenka na tą chwile ? Cut Copy Take me Over Remix http://www.youtube.com/watch?v=Cb1q6vcL510&list=FLOwHOrufrux7dN8fIFTownA&index=11
4. Ulubiony film ?  Skazani na Shawshank
5. Masz jakieś zwierzęta domowe ? niestety, nie mam.
6. Krótkie czy długie włosy? długie
7. Książka czy film ? film
8. Ulubione danie ? miks owocowy
9. Jaki kosmetyk nosisz zawsze w torebce/torbie/kieszeni ? pomadka nawilżająca
10. Co chciałabyś zrobić wiedząc, że jutra miało by nie być ? wyznałabym miłość wszystkim ludziom, których kocham jak własną rodzinę11. Jakie jest Twoje największe marzenie ? hmm, nie mam marzeń, mam plany ; )


Moje pytania:

1. Czy robisz sobie sama kosmetyki i jeśli tak, to co ostatnio zrobiłaś?
2. Jaki kosmetyk najbardziej chciałabyś mieć w kosmetyczce ?
3. Na jaki kosmetyk nigdy byś nie wydała pieniędzy ?
4. bez jakiej funkcji w komórce nie wyobrażasz sobie życia?
5. czym umilasz sobie taką porę roku jak ta?
6. czy prowadzenie bloga w jakiś sposób zmienia Twoje życie?
7. czy boisz się zimy?
8. jaki produkt odżywczy uznajesz za najbardziej dobroczynny dla urody
9. jesli korzystasz z usług kosmetyczki, to jakich?
10. przy temperaturach -18 i zamieciach śnieżnych MPK czy samochód?
11. czy robisz codziennie coś ekstra dla urody?


Nominuję
1. http://ecopiekno.blogspot.com/
2. http://annandkat.blogspot.com/
3.  http://cosmeticsdiamond.blogspot.com/
4.  http://sayonaramoose.blogspot.com
5. http://simplybreathless.blogspot.com
6.  http://women-face.blogspot.com/

A resztę dziewczyn dopiszę jutro, bo muszę już zmykać spać!

niedziela, 4 listopada 2012

Paznokcie Sok marchewkowy z dodatkiem ananasa

 Jesienią lubię mieć nasycone kolory na paznokciach. Bordo, wiśnia, wermut, absynt. Jednak tak się składa, że akurat pod ręką mam właśnie pomarańczę, a właściwie sok marchewkowy od Wibo z dodatkiem ananasa od Revlon.



Nie jestem jak można zauważyć, lakieromaniaczką. Mam wrażenie że lakier to taki ekstra dobiazg, który nie wpływa istotnie na mój wygląd, a jedynie na samopoczucie. Ot, taka zabaweczka, drobny detal. Dlatego na mojej liście priorytetów lakiery znajdują się na samym końcu. 



Staram się nie kupować ich zbyt wiele, a jeśli już to zawsze w innym odcieniu.  Wszystkie moje doświadczenia z droższymi lakierami dowodzą, że im droższy tym gorzej się nakłada i gorzej zmywa. Nigdy nie dałabym powyżej 10 zł za lakier. Im lepszy i tańszy lakier tym lepszy ;)


Wibo So Matte 01



Według powyższych kryteriów Wibo So Matte jest jednym z moich lakierowych hitów. Buteleczka w zawrotnej cenie 5,99 zl jest wprawdzie niewielka, ale nie pamiętam bym kiedykolwiek rzeczywiście zużyła jakiś lakier do końca. 

Po pojedyńczym nałożeniu uzyskujemy efekt matu, i głęboki, równy kolor. Pędzelek jest bardzo poręczny i początkowo nie tworzy smug, szybko zasycha. Jednak jeśli jedna warstwa nam nie wystarcza, przy drugiej pojawiają się problemy: smugi, pęcherzyki powietrza. Mat nie jest idealny, lakier odbija światło, ale mniej niz zwykłe lakiery. Co do trwałości się nie wypowiem, bo zawsze ściągam po jednym dniu.


Jako glitter został użyty Pineapple Fizz Scented Nail Polish Revlon. Ogólnie błyszczy się pięknie, pachnie chemicznie (po pewnym czasie od pierwszego otwarcia właściwie śmierdzi..) ale ogólnie ma jedną straszną wadę – zabarwia na żółto płytkę. Kolor nie utępuje pomimo wielokrotnego mycia, odmaczania itd, więc wyglądamy jakbyśmy miały conajmniej grzybicę. Dopóki paznokieć nie odrośnie trzeba zakrywać ten grzybiczny odcień ciemniejszymi lakierami. Oczywiście, płytkę można ochronić przez  nałożenie grubej warstwy izolującej, np pomarańczowy lakier Wibo So Matte 01 dobrze się sprawdza w tej roli, z kolei moja stała odżywka Eveline Strong Nails niestety zawiodła. Bardzo podoba mi się też i to, że nie ma problemu ze zmyciem i mimo intensywnego koloru nie brudzi paznokci.

Ps. przepraszam za skórki

Revlon Pinepple Fizz

sobota, 3 listopada 2012

Brązowy tusz Joko - Pump Your Lashes



 To ostatni tusz, jaki sobie kupiłam.Wprawdzie nie spełnia obietnic producenta, według którego ma pogrubiać i wydłużać nasze rzęsy - jest pod tym względem jak każdy przeciętny tusz, ale mimo to jest w tym momencie moim ulubieńcem.


Dla mnie najważniejsze jest to, że dzięki silikonowej szczoteczce ładnie rozczesuje rzęsy od nasady po końce oraz że efekt jest bardzo naturalny. To taki zwyklaczek do codzienego użytku, gdy chcemy wyglądać bardzo naturalnie, do makijażu no make up. Dlatego jeśli ktoś szuka efektu sztucznych rzęs, to tu go na pewno nie znajdzie.

Poza tym tusz ma wszystko, co powinien mieć lakier – nie osypuje się, szybko zasycha na rzęsach, nie odbija, nie tworzy grudek. Ta ostatnia cecha jest dla mnie raczej ważna, bo nie cierpie grudek na rzęsach, tracą wtedy cały urok
Kolor, który widzicie na zdjęciu to brązowy, a właściwie ciemnobrązowy jak widać.Dobry dla dziewczyn, dla których czarny tusz jest za mocny.
Ogólnie: dobry tusz, ale nic niezwykłego. Cena 19,90 nie jest wygórowana, można spróbować. 

poniedziałek, 29 października 2012

Krem ochronny na zimę Iwostin, Krem ochronny z lipidami SPF 15



Według producenta:
Skutecznie chroni przed mrozem i promieniowaniem UVA i UVB. Odżywia oraz uzupełnia ceramidy i inne lipidy w skórze, w tym NNKT. Działa natłuszczająco i regenerująco, przywracając skórze naturalną funkcję ochronną. Dostarcza substancje wiążące wodę w skórze, likwidując skutki przesuszenia. Poprawia elastyczność skóry.
Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pozostawia na skórze film lipidowy.
Odpowiedni dla dzieci i niemowląt.
Wkazania:
- codzienna ochrona przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych (m.in. mrozu, wiatru, promieniowania UV),
- zalecany do pielęgnacji skóry dzieci i niemowląt,
- polecany osobom uprawiającym sporty.

Cena: ok. 27zł / 75ml


Według mnie:
Absolutnie nie polecam go osobom uprawiającym sporty zimowe! Za to świetnie nadaje się do miasta, zwłaszcza gdy nie ma dużych mrozów (tylko takie do -10)



PLUSY:


Przy tempereturach do -10 chroni przed mrozem.
 
Posiada fotostabilny filtr -15, a ochrona przed promieniowaniem jest ważna zimą, gdy promienie słońca odbijają się od śniegu.

Chroni naczynka krwionośne, twarz nie jest zaczerwieniona. Przez lata borykałam się z buraczkiem na twarzy, którego źródło tkwiło w niedostatecznej pielęgnacji cery zimą. Potem wiosną, latem i nawet późną jesienią zbierałam tego efekty. Dzieki temu kremowi pozbyłam się problemu.

Wydajny – wykańczam właśnie opakowanie z poprzedniej zimy. Dlatego kupując go warto zwrócić uwagę na datę ważności, bo mało prawdopodobne jest, byście zużyły go w ciągu jednego sezonu.

Stosuje go także pod oczy. Jest to duży plus. Nigdy nie rozumiałam, czemu kremy ochronne mają napisane, by omijać okolice oczu. Jednak przez to, że stosowałam się do zaleceń, mam pałno drobnych zmarszczek w tych okolicach, którym już nie pomoże nic. Na starość jestem mądrzejsza i bardzo się cieszę, że np ten krem, pozbawiony zbędnych dodatków zapachowych, mogę nakładać także na powieki i skronie, gdzie bardzo dobrze się sprawuje, i nie szczypie.

Nie jest typowym zimowym tłuściochem, raczej “gęściochem” o konsystencji maści. Trochę trudno się rozsmarowuje, trzeba nałożyć punktowo, poczekać aż zmięknie i wtedy jest łatwiej. Nie zajmuje mi to wiele czasu. Szybko się wchłania. Mimo tłustej konsystencji nie zatyka porów. Dzięki lipidom, ceramidom i olejowi macadamia poprawia elastyczność cery, regeneruje.  Doskonale nawilża, radzi sobie z suchymi skórkami. Rezultatem jest dobrze odżywiona, zdrowa, świetlista i gładka cera. Dobry pod podkład

MINUSY:

Nie sprawdza się w największych mrozach, przy temperaturach poniżej -10. Na pewno warto zakupić do codziennej ochrony, zwłaszcza że jedna tubka spokojnie wystarczy na całą zimę. Szukam jednak czegoś lepszego na warunki ekstremalne i na narty.

 W komplecie do kremu mam także mleczko lipidowe i krem na noc. Teraz je testuje, a jak wyrobie sobie zdanie to wrzucę recenzję :)


 Co robić by się nie świecić? Krem błyszczy, zwłaszcza tuż po nałożeniu. Potem po 2-3 godzinach minimalnie mniej. Dlatego zawsze stosuje na niego puder matujący, który zjawia się w tej oto wdzięcznej i mile pachnącej pupą niemowlaka postaci:



Uwielbiam tanie, bardzo dobrej jakości perełki i takim klejnotem wśród kosmetyków jest dla mnie Puder BabyDream :)

sobota, 27 października 2012

Mini haul

Wczoraj wpadłam do mojej ulubionej krakowskiej drogerii, tj. do Firlita. Zakupiłam parę drobiazgów. Ze wszystkich jestem bardzo zadowolona, chociaż po otrzeźwieniu zastanawiam się, po co mi dwie bazy pod cienie, skoro mam już inną, i nie mogę jej wykończyć. Coś mi majaczy, że w amoku będąc wyobrażałam sobie, że zrobie porównanie 3 baz na blogu...

A tak poza tym przepraszam za okropne zdjęcie - chyba jednak naprawię jedyny przyzwoity aparat w którego posiadaniu jestem..



Na zdjęciu wyżej widzimy:
- bazę do cieni Hean Stay on - bo tester fajnie się nakładał
- bazę pod cienie Virtual - bo widziałam u dziewczyn na blogach, mi.n. u Wdowy po Stalinie
- wsówki do włosów - nigdy za wiele, bo się gubią

TERAZ moje hity, dzięki którym uważam te zakupy za naprawdę udane :)

1. pomadka essence I'm a Lobstar! kolorek zdecydowanie pomaranczowy :) Bardzo ladnie wygląda na ustach, recenzja wkrótce wraz z jej łososiową siostrą

2. brązowy tusz Joko Cosmetics Pump your lashes. Zdaje się, że nawet testera nie było, wzięłam w ciemno, bo przekonała mnie silikonowa szczoteczka. Czytałam o silikonowej szczotce do włosów z Body Shop, która ponoć świetnie roczesuje. Ta szczoteczka do rzęs też bardzo dobrze daje rade! Jestem zachwycona.

3. również brązowy modelujący żel do brwi z Celii. Bardzo mi się podoba efekt - jest mocny ale naturalny. Wcześniej używałam paletki do stylizacji essence i było dokładnie odwrotnie - słabo i sztucznie. Mam bardzo jasne brwi więc może dlatego?

Używacie któregoś z tych produktów? Jakie macie opinie?

czwartek, 25 października 2012

Dolaczam do Blogrolle

Przepraszam za odrobine prywaty, ale chce dolaczyc do tej witryny i nie bardzo ogarniam, jak sie to robi. Dalam podlinkowany baner w prawej kolumnie strony, i wyslalam zgloszenie, ale jakos bez odzewu. Nie wiem, czy mam napisac notke o dolaczeniu, czy co, ale pomyslalam, ze sprobowac nie zaszkodzi, a wiec  KATALOG BLOGROLLE - LISTA BLOGÓW KOSMETYCZNYCH I MODOWYCH

środa, 24 października 2012

Chusta z lumpa


 Po lewej - tak wygladam. Ogolnie cala gora jest z second hand'u. Powyzej - chusta z lumpa, no name, z dodatkiem welny, doskonale sie uklada, ociepla jesienne dni. Jest...
Olbrzymia...
Zdecydowanie odmienia stroj
                                                                        
   I poprawia samopoczucie...

poniedziałek, 22 października 2012

Odżywka BH Herb Club Sandal Scent Wood with Jojoba Oil

Lubiłam Alinę Rose, ale odkąd widać, że lepiej jej się powodzi, i dostaje od firm różne drogie kosmetyki do przetestowania, lubię ją jakby troszkę mniej. Jest dla mnie instytucją jak Kasia Tusk albo serial o dynastii potentatów naftowych. Raczej nie kupię sobie odżywki do włosów za 70 zł. Nie ma we mnie zazdrości, jest tylko poczucie, że z czasem drogi blogerek i zwykłych użytkowniczek rozchodzą się. Oczywiście, przyznaje, ze nie miałabym nic przeciwko, gdybym była a jej miejscu : ] i gdyby ktoś regularnie przysyłał mi rzeczy, na które mnie nie stać.


Tym oto tytułem wstępu chciałam wypowiedzieć się nt. odżywki za ok 10 zł (a nie np za 70..). I tak dałam za nią mniej, bo kupiłam w zestawie w połowie użytych kosmetyków na allegro. To kolejny sposób na testowanie różnych rzeczy i płacenie za nie mniej. A także pomysł, co zrobić, gdy mamy pełno bubli, których same nie używamy, rozdać nie ma komu, a wyrzucić szkoda. Wchodzisz: Allegro-> uroda-> kosmetyki-> zestawy




Odżywka jest opakowana w wygodną, cienką butelkę z zielonego plastiku. Bardzo zachęca do użycia wyglądem, ale jeszcze bardziej zapachem. To zapach drzewa sandałowego, gorzki, cierpki, który po prostu uwielbiam! Słodkie i kwiatowe zapachy działają mi na nerwy. Zużywa się mniej więcej w takim tempie jak to zwykle odżywki, chociaż moje włosy dosłownie ją piją i przewiduje, że starczy na maksymalnie 5 – 6 użyć. Włosy po niej przyjemie pachną jeszcze jakiś czas, chociaż pewnie nie wszystkim taki akurat zapach przypadnie do gustu. Najważniejszym dla mnie plusem jest to, że stosunkowo łatwo się rozczesują i to aż do następnego mycia.





Jeszcze biedzę się nad rozpracowaniem składu. Widzimy w nim jednak już na pierwszy rzut oka pełno olejów: rycynowy, słonecznikowy, z oliwy, kokosowy, oraz tytułowy jojoba. Nic dziwnego, że moje włosy tak bardzo lubią tę odżywkę. Można ją dostać na allegro i to już za ok 10 zł! Jedyne zastrzeżenia można mieć do obecności alkoholu w składzie - ale moim włosom nie szkodzi, a na skalp i tak nigdy nie nakładam odżywek tylko wcierki. Poza tym oryginalny, intensywny zapach kadzidła też nie każdemu będzie się podobał, ale akurat dla mnie to główna zaleta!

BH Herb Club Sandal Scent Wood with Jojoba Oil

Skład:


woda, 
cetearyl alcohol - Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy
glyceryna,
hydrogenated olive oil
– uwodorniona oliwa z oliwek
behenamidopropyl dimethylamine,
olive oil peg-7 esters,
polyquaternium-37,
simmondsia chinensis (jojoba) seed oil,
- olejek jojoba
fragrance - zapach
stearamidopropyl dimethylamine,
olea europaea (olive) fruit oil
- oliwa z oliwek
lactid acid,
guar hydroxypropyltrymonium chloride,
olea europaea olive oil unsaponifiables,
benzyl alcohol,
ricinus communis castor seed oil,
helianthus annuus sunflower seed oil
- olej słonecznikowy
tocopheryl acelate,
cocos nucifera coconut oil
- olejek kokosowy
methylisothiazolinone,
hydrolyzed silk butylenes glycol,
isopropyl lauroyl sarcosinate,
dipotassium glycyrrhizinate,
eriobotrya japonica leaf extract,
sophora angustifolia root extract,
swertia japonica extract,
cinnamyl alcohol,
hexyl cinnamal,
coumarin
alpha-isomethyl ionone







niedziela, 21 października 2012

Bingo, Collagen Pure, Hydrating Shampoo (Kolagen do mycia i pielęgnacji włosów)

Zawsze miałam problem z myciem włosów, po nierozsądnym farbowaniu nabawiłam się podrażnienia na skórze głowy. Miałam coś w rodzaju łupieżu, pojawiało się swędzenie i krosty. Radziłam sobie szamponem medycznym, który koił skóre ale jednak nic nie robił dla włosów.


Kiedy odkryłam ten szampon początkowo myślałam, że wszystkie moje kłopoty się skończyły. Nie dość, że nie uczulał skóry, włosy były sprężyste, pięknie się błyszczały i miały bardzo ładnie podkreślony kolor. Były mięciutkie, podate na układanie, puszyste ale w ogóle się nie elektryzowały. Owszem miałam problem z rozczesaniem, ale wtedy myślałam, że “taki już mój los”. Używałam kiepskich szamponów do tej pory, więc ten był najlepszym, co mnie spotkało. Dlatego kiedy po zastosowaniu odżywki z tej samej firmy okazało się, że mogę rozczesać włosy nie tylko tuż po umyciu, mój zachwyt nie miał granic! Myślałam, że to jest mój szampon wszechczasów..!

Przyjemny w zastosowaniu i to mimo niezbyt poręcznej butelki. Na szczęście jest ona z plastiku. To ważne, bo lubi spadać do wanny. Dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Ma przyjemny, delikatnie mydlany zapach. Dobrze radzi sobie z olejami. Nie ma w składzie parabenów.

Po pewnym czasie okazało się, że szampon nie jest idealny. Wprawdzie dobrze działał na włosy, ale już po ok miesiącu przyzywyczaiły się do niego i miały go najwyraźniej dosyć. Stawały się sztywne, zbite, przetłuszczone u nasady, a jednocześnie wysuszone na końcach. Dalej były piękne, ale tylko bezpośrednio po myciu.

Myślę, że mimo wszystko można go użyć od czasu do czasu ze względu na efekt wizualny. Jednak nie nadaje się na szampon do codziennego użytku. Musi być stosowany na zmianę z inym produktem, inaczej szybko następuje przesyt. Na pewno był pierwszym z szamponów, które natchnęły mie wiarą, że nie wszystko jeszcze stracone i także ja mogę mieć piękne, długie włosy.

niedziela, 14 października 2012

L`Oreal, Glam Bronze Minerals, Bronzing Pearls (Puder brązujący w kulkach)

Jak zwykle w moim przypadku i w przypadku kosmetyków kolorowych, jest to produkt mega wydajny. Wyrzucam go niestety bo się zestarzał, ale jeśli chodzi o objętość – wciąż mogłabym go uzywać.
Mam jasną cerę i niewielkie obycie z pudrami. Ten produkt sprawdził się doskonale, bo dawał subtelny efekt, nie robił maski, właściwie trudno było powiedzieć, że twarz jest “pomalowana” a jednak było widać różnicę na korzyść przed i po użyciu. Zawiera bardzo delikatne drobinki, których prawie nie widać, a jednak rozświetlają i ożywiają buzię. Odcień jest leciutko brązujący, naturalny, złocisty, nie pomarańczowy. Twarz wygląda jak muśnięta słońem, żywa, zdrowa i promienna . Nadaje ciepłego kolorytu nawet bladziochom. Puder nie osypuje się, trzyma cały dzień, nie trzeba poprawiać. Nie zapycha, nie uczula. Według producenta zawiera 85% minerałów w składzie, poza tym żadnych tłuszczy, konserwantów lub zapachów.
Opakowanie dosyć trwałe – przez te dwa lata nie pękło mi, jedynie napis się starł. Kuleczki są gęste, twarde, zużywają się bardzo wolno, a kiedy upadną na stół nie kruszą się. Gorzej gdy wypadną na podłogę… Wtedy kuleczka jest do wyrzucenia ze względów higienicznych. Dlatego najwięcej zastrzeżeń mam do pędzla, bo bardzo dużo kulek straciłam w ten sposób, ze pędzelek je “chwytał” podczas aplikacji, by w chwile potem upuścić. Niby takie jego zachowanie to norma w przypadku kulkowych produktów.. ale kiedy używam dobrego pędzla nic takiego nie ma miejsca! Ponadto pędzel jest dosyć szorski. Boleśnie haracze mi skórę, co na pewno nie jest dla niej korzystne. Myślę, że jego szorstkość jest pośrednio związana z twardością kuleczek… Dobrej jakości pędzlem, delikatnym i miękkim, nie jestem w stanie nabrać tego pudru. Plusem natomiast jest poręczność w używaniu i to mimo króciutkiej rączki. Tak więc produkt ponadprzeciętny i uniwersalny bo nikt, nawet największa kosmetyczna niemota, nie zrobi nim sobie krzywdy. Pędzelek to porażka, ale pewnie każda ma jakiś swój ulubiony pędzel do makijazu, który może użyć zamiast tego. Pędzel to dodatek, a płaciłam za puder, więc właściwie nie narzekam.

Tipy: co z próbkami

Próbki kosmetyków nie są zupełnie beznadziejnym produktem, chociaż moim zdaniem ich główną wadą jest to, że po 2 - 3 użyciach trudno jeszcze wyrobić sobie zdecydowane zdanie na temat produktu. Z drugiej strony zwykle dostajemy je w prezencie do innych zakupów, więc nic za nie nie płacimy i nic nie szkodzi spróbować. Nie wiem jak wy, ale mnie najczęściej zostaje zawsze trochę kremu/odżywki itd po otwarciu opakowania. Żal wyrzucić, ale do tej pory tak właśnie robiłam, bo następnego dnia próbka była wyschnięta i nie nadawała się do użytku. Jednak wpadłam na pomysł.
Otóż takie otwarte ale nie zużyte opakowania wkładam do zakręcanych szklanych słoiczków, które mi zostały z kremów. W ten sposób próbka jest chroniona przed wyschnięciem i mogę ją zuzyć do końca kiedy mi pasuje. Ps. tak wiem, jest ultra-oszczędna, zwłaszcza, że próbki są zwykle za darmo, ale po prostu nie lubię, kiedy coś się bezsensownie marnuje, gdy można temu z łatwością zaradzić.

piątek, 12 października 2012

Olejek monoi de tahini - rewelacja!

Kupiłam go przez przypadek, ponieważ pierwotny plan zakładał nabycie olejku kokosowego, jednak pani w mydlarni poleciła ten, jako lepszy. Rzeczywiście, olejek monoi to zimnotłoczony olejek kokosowy wzbogacony maceratem z kwiatów Gardenii tahitańskiej. Na jeden litr oleju przypada dokładnie 15 kwiatów Gardenii tahitańskiej (Gardenia taitensis), macerowanych w oleju przez 15 dni. Tradycyjnie jest wyrabiany ręcznie przez ludy Polinezji, gdzie jest powszechnie stosowany jako bardzo uniwersalny olejek dla każdego i do wszystkiego: od niemowlaka po starca, do skóry, włosów itd. Miał także zastosowanie jako afrodyzjak oraz podczas tradycyjnego masażu lomi lomi, podczas którego podobno można odbudować swoją energię i uzdrowić poprzednie wcielenia. Nie podrażnia, nie wywołuje alergii, wygładza i rozjaśnia – dobre dla cery naczynkowej. Nakładam go na noc, nawilżenie utrzymuje się do 8 godzin, podczas gdy nawilżenie dzięki olejkowi kokosowemu – tylko 4. Dlatego jest to bardzo dobry olejek do stosowania na noc. Np. po olejku marchewkowym moja skóra jest rano wysuszona. Ponadto przyjemnie natłuszcza, wzmacnia, zmiękcza i uelastycznia. Chroni przed słońcem i wiatrem, łagodzi oparzenia słoneczne. Dobrze się wchłania, nie ma wrażenia tłustości, mimo, że pozostawia na skórze jedwabisty film. Zawiera duże ilości kwasu laurynowego, kwasu mirystynowego oraz kwasy: palmitynowy, olejowy i kaprylowy. Łagodzi podrażnienia, drobne blizny, ma działanie antyseptyczne i przeciwzapalne, a przy tym rozjaśnia – przyda się dziewczynom z problemem trądzikowym. Z tego też powodu dobry jest do włosów z łupieżem lub wysuszoną skórą głowy.
To wszystko są zastosowania o których być może już słyszałyście, bo mogłyście przeczytać na różnych stronach. Jednak odkryłam też dwa specyficzne zastosowania, których nigdzie nie znalazłam. A mianowicie: 1) olejek jako odżywka do brwi i rzęs – alternatywa dla odżywek kłopotliwych w zastosowaniu. Np henna lubiła mi wpadać do oka i piec. Ten olejek zupełnie nie podrażnia. Stosuję go przed snem i już po miesiącu moje niewidzialne brwi blondynki nabrały gęstości oraz wyrazistego kształtu i barwy! Rzęsy mam natomiast takie długie i aksamitne, że zupełnie zrezygnowałam z ich malowania na codzień – bo efekt był zbyt spektakularny. Po posmarowaniu nim okolic oczu ide spać, bo mimo, że nie szczypie, to trochę utrudnia widzenie. 2) Kolejne niesamowite zastosowanie, bardzo przy tym praktyczne – to wybielająca odżywka do paznokci! Nigdzie o tym nie słyszałam, ale odkąd wieczorem zanurzam moje długie paznokcie w tym olejku, rano są bielutkie! I tak przez cały dzień, mimo, że oczywiście je myję I nie mam pod paznokciami pozostałości olejku ; ] Ale są fajnie nawilżone i odżywione i w efekcie paznokcie wyglądają na zadbane i zdrowe i rzadziej się łamią.
Olejek ma cudowny słodki zapach, który wprawia mnie w doskonały nastrój I sprawia, że każde użycie olejku staje się magicznym rytuałem. Można używać go jak perfumy, np posmarować nim całe ciało jak balsamem lub zastosować do włosów. Otrzymany zapach jest cukrowy, intrygujący i tajemniczy, Nie przypomina w niczym zapachów syntetycznych. Wygląda trochę jak margaryna, jednak niesamowity zapach egzotycznych kwiatów szybko zabija to wrażenie. Można też dodać do kąpieli, wtedy skóra nie potrzebuje już żadnych balsamów, bo sama z siebie jest nawilżona i przyjemnie natłuszczona.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popular Posts